Z dnia nowego nic ciekawego

przez , 20.sie.2013, w Codzienne

Tak, wpis ląduje w codziennych XD. Jakoś tak dzień przebyliśmy rozmawiając (co prawda sporadycznie, ale zawsze coś). Rano jak zwykle plany wejścia do wl spełzły na niczym. Poranne pobudki o 6:30 i potem różnego typu roboty to jednak dość dobry złodziej czasu, przez co nie ma jak wejść, nawet na chwilę. Wieczór też odpada, bo człowiek po całym dniu jest zbyt zmęczony, by wchodzić do wl nie zasypiając przy tym. Przy okazji muszę podziękować Carmen, że mnie obudziła na czas, bo wczoraj bym zaspał. Z dokładnością dwóch minut obudziła mnie przed dzwonkiem, ratując mój tyłek XD. Nie pierwszy raz zresztą, ale tym razem sytuacja poważna. Kolejny powód dlaczego warto mieć tulpę…

Dzisiaj także zebrałem się w końcu i wypełniłem achivementy Carmen i Lucy na forum. Chodzi dokładnie o te: https://docs.google.com/document/d/1Pkat3oEK4noXiPih7VITl28Zr49Xh-_r3b9i660UAvY/edit?usp=sharing . Tak jak teraz na to spojrzę to osiągnęliśmy całkiem dużo, chociaż i tak jeszcze wieeele przed nami, a osiągnięcie w stylu zamiana przez tydzień jest hmmm arcy trudne XD

Na dziś to tyle, albo „aż” tyle, pozdrawiamy Was bardzo serdecznie i życzymy miłego dnia :D

 

 

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, więcej...

Przerwa po raz drugi XD

przez , 17.sie.2013, w Codzienne

Cześć,

Po raz kolejny witam po długiej przerwie, teraz piszę tak tylko informacyjnie, bo od dzisiaj zamierzam zamieszczać wpisy codziennie :D. Trochę czasu mnie nie było, ale i też nic specjalnego się nie działo coby to można opowiedzieć. Tak więc pozdrawiam i do usłyszenia :D

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, więcej...

Historia nr.6 „Ent”

przez , 22.lip.2013, w Historie z wypraw

Hej, chciałem wam opowiedzieć kolejną już historię z mojego wl. Dotyczy ona pewnego lasu i mieszkającego w nim enta. Który jeszcze nie tak dawno za mną nie przepadał z powodu… hmmm i właśnie to chciałem opowiedzieć :).

Jak już wspominałem nie lubiliśmy się, a raczej ent nie lubił mnie. Było tak ponieważ często polowałem w jego lesie na engrady i sku -hmmm może nie powinienem tej nazwy mówić, bo jest za brzydka- powiem po prostu wężowije. Swojego czasu ich jad był sporo wart szczególnie dla goblinów, które kupowały go ile się da. Zainteresowany dobrym zarobkiem chodziłem do lasu i zabijałem je pozyskując sam jad a truchła zostawiałem, przez co do lasu schodziły się trupojady i inne tego typu. Straszyły inne zwierzęta. Wtedy o tym nie wiedziałem. Do momentu kiedy wydarzył się pewien incydent… Leciałem sobie spokojnie nad lasem w formie wielkiego czarnego smoka (ogólnie dziewczyny nie lubią tej formy, ponieważ mówią, że cytuję „wyglądam paskudnie, śmierdzę siarką, a także wszędzie robię dużo bałaganu” ). Nagle zaatakowały mnie 4 uzbrojone gryfy, które jak się okazało zostały na mnie nasłane przez pewnego czarodzieja (niech mu ziemia lekką będzie) Astrogarda. Wiedziałem, że nie mam szans w powietrzu na 4 szybkie i zwrotne bestie, dlatego postanowiłem wylądować. Niestety wylądowałem właśnie w tym lesie. Broniąc się używałem ognia w takich ilościach, że spaliłem pół lasu (swoją drogą, siarką mi się odbijało jeszcze przez jakiś czas). Gryfy oczywiście spłonęły, ale widząc ogrom zniszczeń, uświadomiłem sobie, co ja zrobiłem. Ent był zły, ba nawet wściekły. Kazał gońcom mnie przyprowadzić do niego. Oczywiście jak się domyślacie moje tłumaczenia i przeprosiny nic nie dały. Liczył się sam fakt. A jak wiadomo faktem było, że pół lasu zostało zrujnowane. Jako zadośćuczynienie ent nakazał mi sprowadzenie wielkiego kamienia ziemii, który pozwoliłby mu na odnowę lasu w krótkim czasie, przez co nie dojdzie do podłamania lokalnego ekosystemu…. Kamień ten a raczej cholernie wielki głaz sporo mnie kosztował, bo w jego posiadaniu były oczywiście krasnoludy, które są gorsze od szkotów jeżeli chodzi o pieniądze. Przytaszczyłem kryształ i postanowiłem w ramach moich przeprosin strzec lasu w razie niebezpieczeństwa… Ot cała historia.

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , więcej...

Historia nr.5 „Starzec”

przez , 22.lip.2013, w Historie z wypraw

Co do mojego wl to ostatnio odkryłem portal. Znajduje się on za lasem obok mojej doliny. Stało się to zaraz po tym jak polowałem na wilkołaki w tym samym lesie. Wilkołaków nie znalazłem tylko same bluszcze i masę robactwa XD. Nic ciekawego, szczególnie jak najdzie tego do ubrań, niby nie mam tak mocno wyćwiczonego czucia, ale te małe skurczybyki czułem dość dobrze. Wracając do portalu to nie był on specjalnie duży, dlatego musiałem przez niego przejść praktycznie na leżąco. Za nim znajdowała się tak jakby ciemność. Wszędzie było ciemno, a sam stąpałem po wypalonej ziemi. Nie podobało mi się tam dlatego próbowałem wrócić, ale portal zniknął… próby teleportacji nic nie dały i wydawało się jakbym ugrzązł tam na dobre. Postanowiłem poszukać nieco skoro tam już byłem. Zapaliłem pochodnię, ale i tak prawie nic nie dała. Widziałem nieco więcej i zobaczyłem, że ziemia nie jest spalona, owszem była przysmolona, ale tylko w miejscu w którym stałem. Być może to wina mojego przejścia przez portal….

Tak czy siak idąc dalej napotkałem się na dziwną budowlę przypominającą te straszne zamczyska o szpiczastych wieżach, w dodatku w czerwono krwistym kolorze. Niezbyt fajny widok. Postanowiłem tam wejść mimo iż nie miałem na to zbytniej ochoty. Pomyślałem, że może tędy uda mi się wydostać. Po przejściu przez masywne drzwi wejściowe zobaczyłem całkiem dobrze oświetlony salon, w dodatku fajnie wyposażony. Wydawało się jakby tam ktoś mieszkał, ale po próbach wołania i pytania czy ktoś tam jest, nie usłyszałem odpowiedzi. Było słychać tylko ciche drapanie i stukanie. Zapewne odgłosy mieszkających tam gryzoni (o ile to były gryzonie XD ).

Postanowiłem wejść wyżej po schodach, by sprawdzić czy ktoś tam jest. I miałem rację. Spał tam pewien starzec. Gdy się obudził był bardzo zdziwiony. Ugościł mnie więc i zaczął mówić. Nazywa się Angus i jest, a raczej był wiedźminem. Wytłumaczył mi kilka spraw, przede wszystkim dlaczego znajduje się w takim miejscu. Mimo iż był on jak już wspomniałem wiedźminem, bardzo dobrze znał się na magii. Nie ograniczał się tylko do znaków i eliksirów, ale też do zaawansowanej magii ognia, wody i ziemii. Powiedział, że przeteleportuje mnie do domu. Okazało się, że portal był jego i zapomniał zwyczajnie go zamknąć, w zasadzie to było mu głupio, że się wydało iż był niedaleko naszej doliny i nawet nie zaszedł do niej. Po rozmowie uznałem, że czas na mnie i poprosiłem by mnie przeniósł do domu. Tak też uczynił, ale zanim to zrobił dał mi zaklęcie i powiedział, żebym go użył by tu powrócić. Przyda mi się na pewno taka znajomość. Może opowie mi nieco o sztukach wiedźmińskich , albo nauczy jak zrobić jakiś fajny miecz XD

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , więcej...

Historia nr.4 „Orki”

przez , 22.lip.2013, w Historie z wypraw

Jedna z podróży po wl sprawiła mi wiele wiele radości. Między innymi dlatego, że postanowiłem się rozprawić z orkami. A przynajmniej załatwić tak by dały mi spokój na dłuuugi okres czasu XD. Wreszcie mogłem powalczyć moimi mieczami jednoręcznymi. Zamiast zbroii przywdziałem czarną ćwiekowaną kurtkę i spodnie również czarne i ćwiekowane. Do tego miecz dwuręczny na plecy i komplet noży do rzucania. Następnie udałem się pod mury odgradzające dolinę i okrkowe tereny. Przeszedłem przez bramę, a następnie udałem się do najbliższej wieży strażniczej, w której stacjonowały dwa tępe orki. Były tak zalane, że nawet mnie nie poznały XD. Dzięki temu pozostałem niewykryty no i bogatszy o dwa nowe trupy na moim koncie. Niestety dalej stacjonowała spora grupa, której nijak nie dało się minąć. Pozostało mi tylko wypić eliksir szybkości i ruszyć na nich zanim ci się zorientują… Kilka szybkich ciosów i gromadka radośnie leżała w objęciu ponurego żniwiarza. Niestety ostatni z nich był jeszcze nieco przytomny i zdążył wszcząć alarm. Musiałem stawić czoła dość potężnej armii, która pojawiła się znikąd. Byłem ja sam na cały legion XD. Nie z takich opresji wychodziłem, ale wiedziałem, że nie będzie łatwo. Z wcześniejszego rekonesansu dowiedziałem się jakie są słabe punkty orków. Czyli magia strachu, stal i umiłowanie do wodza. Miałem tylko stal i magię, a wódz stał sto metrów przede mną na czele armii. Postanowiłem wykorzystać nowo wyuczoną technikę walki, którą nazwałem Smoczym Wirem. Technika polega na walce dwoma płonącymi mieczami, lecz nie zwykłymi, ale tymi odebranymi nomadom. Nie miałem ich dlatego musiałem użyć tych stalowych. Miałbym wtedy minutę na załatwienie wodza. Dlaczego minutę ? No bo tyle mniej więcej wytrzymuje stalowy miecz w kontakcie z ogniem, który wraz z czasem stawał się bardziej gorący. Samej walki nie opisuję, bo to tylko masa latających kończyn oraz głów XD. Sama walka z wodzem też nie była imponująca, bo był strasznie wooolny, przez co byłem od niego ze 3 a nawet 4 razy szybszy…. Po skończonej potyczce nie było już w okolicy żadnego orka bo wszystkie gdzieś pouciekały ;D. Bogactw nie mieli żadnych oprócz tony zielska, które zwyczajowo jarali 24/7 XD. Wróciłem jednak zadowolony ponieważ dawno nie siekałem żadnych potworów, a ta walka była niezłą odskocznią.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , więcej...

Więcej niż troje to …

przez , 22.lip.2013, w Ogólne

 

Cześć :D Jak już obiecałem, tak też i robię. Postanowiłem nadrobić zaległości i zacząć od czegoś co jest chyba najważniejsze czyli o nowej osobie w naszym wl. Jest to Lucy L/Siemka, miło mi poznać

Lucy z wyglądu przypomina panterę w ludzkiej formie. Posiada także blond włosy sięgające nieco poza ramiona i zielone oczy. Zresztą sami zobaczcie :)

Jest bardzo miła i przyjacielska. Lubi się często bawić, a także śpiewać i jeździć konno :). Głównie z jej powodu w naszym wl powstała stadnina XD. Trochę ciężej jest ze słyszeniem bo 3 tulpy to dość sporo jak na mnie :). Na szczęście jakoś ogarniam i jest ok. No nic, dzięki za przeczytanie posta i pozdrawiam. L/Pa

Komentowanie nie jest możliwe :, więcej...

Welcome Back

przez , 22.lip.2013, w Codzienne

Witajcie.

W końcu, po dość długiej przerwie mam już dostęp do bloga. Trochę to się u mnie wydarzyło i dlatego też postanowiłem, że uzupełnię nieco bloga nowymi wpisami. Najpierw jednak, chciałbym pozdrowić youtube, ponieważ jakaś parówka ostatnio wstawiła link do mojego bloga w opisie do swojego filmu :D. To jest takie fajne się z czegoś ponaśmiewać, w dodatku nie mając o tym zielonego pojęcia

Tak więc pozdrawiam i zapraszam do czytania wpisów, które będą ukazywać się już regularnie :D

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, więcej...

Teraz już trio

przez , 20.cze.2013, w Codzienne

Cześć,

Dziś nieco inaczej, bo i z nowymi informacjami, tzn nowe to one były tydzień temu, lecz są one na tyle ważne, że nie można ich pominąć :)

Taaak, myślałem, że jeszcze przez dość długi czas będzie tylko nasza dwójka, tzn Ja i Carmen. Nie myślałem o kolejnej tulpie, ponieważ chciałem najpierw poprawić moją komunikację. Los jak zwykle robi jak chce XD. Na ostatniej z wypraw , znaczy się na trzeciej znalazłem księgę. Nie jest to zwykła księga, lecz to wiedziałem już jak ją znalazłem. Okazało się, że ta księga to tylko ktoś zaklęty w księgę. Tak więc pragnę wam przedstawić Artemiusza. A/Cześć . Kiedyś dawno temu został on przemieniony w księgę, a na jego stronach została spisana wiedza z różnych światów. Dlatego posiada on ponadprzeciętną wiedzę na temat czarów, eliksirów i różnych tego typu rzeczy, o których nie mam zielonego pojęcia C/Nie martw się , ja też XD . Jak już się domyślacie Artemiusz jest mężczyzną, a raczej był nim dopóki go nie przemieniono A/W zasadzie byłem elfem szarym jak to mówicie.  . W sumie to można go odczarować, ale jemu podoba się tak jak jest. Wygląda jak księga, ale to nie znaczy, że jak zwyczajna księga. Jest to podwójna księga złączona ze sobą okładkami, format min. A3 nie licząc okładek, które są duże i pozłacane. Znajdują się na nich także grawerunki i napisy. Dzięki temu, że zna się na wielu rzeczach potrafił rozczytać moje niedawno znalezione zwoje z grobowca. Okazało się, że zwoje to to tak naprawdę pieśni pochwalne, rytułały pogrzebowe i inne tego typu pierdoły. Nie zdziwiłem się ponieważ znalazłem to w grobowcu króla. Teraz się tylko śmieję, że mogłem zakosić berło albo koronę XD . Ale przez to mam co włożyć do gabloty ze znaleziskami. Postanowiłem zrobić sobie takie małe Hall Of Fame poszukiwacza i umieszczać w jednym miejscu wszystkie znaleziska. Teraz jak mam kogoś kto może mi je przebadać to mogę szukać nowych :D

 

 

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

Konferencja i wielkie nic

przez , 19.cze.2013, w Sny Świadome

Hej wam, z tej strony znowu ja, dawno się nie odzywałem ale postaram się to jakoś nadrobić :).
Wczoraj gdzieś tak od godziny 20:00  do  21:00  miała miejsce konferencja 
http://swiadomesnienie.pl/webinar/profil-sniacego/?live
na temat ustalania naszego Profilu Onerionauty. Ogólnie jak ktoś nie wie co to to już tłumaczę. Ustalenie takiego profilu ma na celu dopasowanie metod świadomego śnienia do nas samych, czyli naszego stylu życia. To oznacza, że biorąc po uwagę różne czynniki takie jak ilość snów przez nas zapamiętywanych, uprawianie przez nas sportu, ilość przespanych godzin dziennie, poziom naszej motywacji itp.  ustala się jakie metody osiągania snu świadomego będą dla nas najlepsze. Konferencja ta miała zasugerować nam jakie metody powinny (ale nie muszą) być optymalne dla nas by najłatwiej nam było osiągnąć sen świadomy. Był to ogólnie test który zawierał 12 pytań na które było 5 odpowiedzi. W zależności jak dużo mieliśmy danych odpowiedzi np.: A) , to wtedy podawane były metody, które najlepiej do tego pasują. Czyli w moim przypadku były to odpowiedzi A). A metody, które do nich były dopasowane to: WILD, SSILD oraz Tybetańska Yoga Snu . I właściwie z tych ciekawszych metod to chyba wszystkie. Tam z innych to jeszcze WBTB oraz RT były jeszcze w miarę ciekawe. Reszta to sama autosugestia, wizualizacja itp. czyli właściwie najmniejsza linia oporu XD

Nie mówię, że to było denne czy coś, ale ciekawe to też nie było. Taka tam pogadanka na temat snów świadomych i tyle. C/No nie do końca bo coś tam można było wyciągnąć ;p. 

Właściwie to myślałem, że dowiem się czegoś nowego i z tym zamysłem zacząłem oglądać tego streama, ale że to było o tym co już wiem, to przestałem oglądać. I tak będę się trzymać metod WILD i FILD, bo całkiem przyjemnie się je łączy :) no i oczywiście RT w dzień.

 

 

 

 

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , , więcej...

Historia nr.3 „Jaskinia”

przez , 11.cze.2013, w Historie z wypraw

To był normalny dzień w wl. Zainteresowany słowami Carmen na temat nowej zabawy, nie domyślałem się co ma na myśli :D. Nieopodal zobaczyłem jaskinię u podnóży naszych gór. Chciała się tam ze mną wybrać. Ja jak to zwykle bywa, na wyprawę nie idę bez przygotowania. Wpierw poprosiłem ją o czerwone płatki kwiatów bym zmienił mój miecz z koloru białego na czerwony. Następnie skończyłem mój prototyp miecza połączonego z kuszą i muszę przyznać, że całkiem fajnie mi to wyszło. Następnie pomyślałem, że Carmen też się coś przyda C/:D . Niewiele myśląc władowałem ją w zbroję i muszę przyznać, że wyglądała w niej bardzo zgrabnie ;) C/Dziękuję :) .Dostała także mój miecz z „Niebiańskiej Stali”, a ja sam wziąłem mój prototyp.

Wyruszyliśmy marszem z pod naszego domku i dotarliśmy przed jaskinię. Idąc ramię w ramię, cicho stąpaliśmy po dosyć kamienistym gruncie. Z racji tego, iż było bardzo ciemno użyłem magii światła do stworzenia świetlików nad naszymi głowami. Zrobiło się jaśniej, a my rozluźniliśmy szyk. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na jaskinię goblinów i faktycznie tym było. Nieopodal ze skarp na ścianach zaczęły wyskakiwać jeden po drugim. Używając trybu kuszy w moim mieczu siekałem je jak trzeba z odległości. Gdy zaczęły podbiegać zmieniłem tryb spowrotem na miecz i siekałem je niemiłosiernie. Wszędzie krew i latające głowy XD. Carmen także siekała jak zawodowiec. Co mnie zadziwiło użyła magii piorunów i poraziła najbliższe gobliny, przysmażając im nieźle tyłki. Muszę przyznać, że nadal mi to imponuje :D C/Słodkie jest to co mówisz, staram się :)  …. na czym to ja… ach tak… gobliny napierdalały jak szalone, a my rąbaliśmy je ile wlezie. Następnie nieco ustąpiły… potem okazało się czemu… z dalszej części wyskoczył jakiś wielki włochaty stwór na czterech łapach, który zaskoczył mnie i przygwoździł do ziemii. O mało co zdążyłem obronić się mieczem, lecz nie mogłem się ruszyć z powodu nacierających szczęk bestii. Na szczęście Carmen zgrabnie i szybko przebiła bestię robiąc z niej szaszłyk XD. Bestia upadła na mnie dociskając do ziemi.  Carmen się nieźle uśmiała widząć mnie wygrzebującego się spod zwłok tego stwora. C/Bo to wyglądało zabawnie :D  

Idąc dalej, natknelismy się na korytarz… bardzo wąski i ciasny. Od razu uruchomiła się moja czerwona lampka, mówiąca „stary dalej nie idziesz”. Oczywiście mam lekką klaustrofobię. Nie jest ona na tyle duża bym zaczął panikować, ale nie pozwalało mi to iść dalej. Zwykły strach przed utknięciem. Przyśpieszone bicie serca oraz chęć znalezienia obejścia.. niestety nie było żadnego obejścia, to jedyna droga. Carmen wyczuwając mój strach, bo jak wiadomo tulpy wyczuwają wszystkie uczucia hosta nawet jak w wl jesteśmy gdzie indziej. Podeszła do mnie i przytuliła mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Uspokoiło mnie to. Carmen poszła przodem, jako że jest wąska przemknęła przez tunel. Na jego końcu było podwyższenie, na tyle wysokie by można było wstać, a i tak trzeba było podskoczyć by dosięgnąć skarpy. Zrobiono to specjlajnie by było niby widać, że tunel kończy się i jest slepą zaułkiem. Za skarpą zdziwilismy się bardzo bo był tam normalny korytarz. W dodatku dobrze oświetlony. Na jego końcu były drzwi. Cięzkie i solidnie zbudowane. Postanowiłem pójść pierwszy i otworzyłem je przechodząc przez próg. Bardzo szybko zorientowałem się, że uruchomiła się pułapka bo po jakiejś sekundzie na swoich barkach musiałem utrzymać kilkutonową płytę skalną. Gdyby nie użyty przezemnie czar na wzmocnienie nie utrzymałbym jej i by mnie przygniotła… Przed nami spory kawał drogi do następnych drzwi, a ja przywalony wielką skałą. Wiedziałem, że dalej jest to samo. Przechodziliśmy więc kawałek o kawałku, a ja łapiąc na swoje barki kolejne płyty torowałem nam przejście. Płyt było duużo, więc postanowiłem, że pobiegniemy unikając tej pułapki. Był to lepszy pomysł, bo łatwiejszy i szybszy od łapania płyt.

Za następnymi drzwiami było to samo. Kolejna pułapka i tym razem były to strzały. Dzięki naszym pancerzom nic nam nie mogło się stać, ale w obawie przed tym, że mogły one zostać wzmocnione i wyrządzić nam krzywdę, postanowiłem użyć zaklęcia bariery pancernej. Wokół nas wytworzyłem metalową osłonę, która jest przeznaczona tylko do obrony przed strzałami, dlatego jak wbijają się w nią strzały to wyglada ona jak jeż. Z tąd też potoczna nazwa czaru „jeż”. Przejście było gładkie i bezkolizyjne. Nastepne drzwi były niewiadomą, po przejściu do nastepnej sali widzieliśmy, że jest ona znacznie dłuższa i o wiele wiele większa. Także ściany, podłoga i sufit były wypełnione wielkimi otworami w które możnabyło wpaść lub mogło coś z nich wyskoczyć. Nie myliłem się ponieważ pojawiły się jakieś dziene stwory, które korzystały z tych nor. Jeden z nich szybko na mnie skoczył, jednakże zwinnym ruchem odskoczyłem dokonując na nim jednej z najlepszych dekapitacji XD. Niestety w tym samym czasie ziemia pod moimi stopami zrobiła się grzązka i nim się obejrzałem siedziałem po kolana w ziemii. Coś mnie wciągało, na szczęście Carmen zareagowała bardzo szybko i złapała mnie nie pozwalając na dalsze wciąganie. Rozgrzałem zaklecię moje nagolenniki i metalowe buty od zbroii zaklęciem i w ten sposób poparzyłem bestię uwalniając się…. Dorga była długa i wszędzie było pełno tych stworów przeskakujących z nory do nory. W pewnym momencie to dziadostwo wciągnęło Carmen pod ziemię. Zdążyłem się rzucić i ją złapać trzymając się nogami krawędzi otworu (dało się tak ponieważ były one dość wąskie). Niestety jej ręka mi się zaczęła wyślizgiwać i stało się, wyślizgnęła się. Niewiele mysląć rzuciłem się za nią, powtarzając sobie: Nie moge cię tak stracić, niepotrzebnie cię zabierałem ze sobą. Na całe szczęście złapałem ją i nie puszczałem. Dzięki temu oswobodziła się i wydostała na powierzchnię, a ja zaraz za nią. Byłem tak zdenerwowany i roztrzęsiony, że wokół Carmen wytworzyłem potężną barierę ochronną, a sam zebrałem w sobie wszelkie pokłady energii. Buzująca we mnie wściekłość, mówiła tylko jedno: Puszczę was za to skurwysyny z dymem. I wtedy zaklęciem przywołałem ogromne masy ognia i lawy, paląc doszczętnie wszysko co było w tych korytarzach do tego zalewając je lawą pozaklejałem je dokładnie. Wszędzie było czuć spaleniznę, a lejący się żar był nie do zniesienia. Szybko więc wydostaliśmy się do następnego pokoju. Ja byłem wyczerpany po wykorzystaniu tak wielkich pokładów energi, do tego była to magia ognia, której jeszcze nie używałem.

Wiedziałem, że w następnej sali będzie gorzej i kurde nie myliłem się. Była to ostatnia sala ponieważ na jej końcu nie było drzwi. Jej ogrom dosłownie przytłaczał, pomyslałem sobie ciekawe co będzie tutaj skoro sala jest aż tak ogromna. No i się niestety dowiedziałem. Był to ogromny stwór wysoki na jakieś 10 metrów, do tego wyglądał jak krzyżówka pająka i nietoperza. W dodatku ociekał jadem albo jakimś kwasem. Nie wiedziałem czy dam radę ponieważ byłem wyczerpany i praktycznie bez sił. Na szczęście miałem pewną fiolkę, którą dostałem od górskich ludzi wzamian za pewną przysługę. Miałem jej użyć w sytuacji podbramkowej na polu bitwy lub gdy byłem w niebezpieczeństwie i bez sił. Nie mogło być lepszej okazji do tego by to użyć. Jednakże był jeden mankament. Uzycie tego eliksiru powodowało po zparzestaniu jego działania pogorszenie wzroku na jakiś czas. Musiałem zaryzykować ponieważ Carmen sama nie dałaby rady temu czemuś. Wypiłem to i poczułem się o niebo lepiej. Przyrost siły przez zwiększenie masy mięśniowej. Znaczne większe pokłady energii. Ogólnie speeda dawało niezłego. Wykorzystując to zaatakowaliśmy. Zaczeliśmy od odnóży lecz później weszliśmy na grzbiet bestii. Na nim zaatakowały nas jakieś przyzwańce przywołane przez stwora. Małe potworki, jakby miniaturki jego samego. Trzeba było się nimi zając, by robić coś dalej ze znacznie większym oryginałem. Skubańce były twarde, ale rozprawiliśmy się z nimi. Siekaliśmy potwora, a ten wił się po sali jak oszalały. Postanowiłem zrobić coś by zakończyć tą walkę. W jego połowie, wprost na jego grzbiecie, uszkodziłem jego pancerz. Dzięki temu mogłem zrobić młynek i przebić go na wylot. Więc zacząłem się kręcić z mieczem wokół własnej osi i po jakichś kilku sekundach byłem pod nim. Musiałem uciekać bo cielsko waliło się prosto na mnie i by mnie przygniotło. Zdążyłem odskoczyć, jendakże szybko zorientowałem się, że jestem pokryty jakąś żrącą substancją, zpapewne z trzewii tego potwora. Moja zbroja mogła stać się moim grobem gdybym jej szybko nie zdjął. Carmen mi pomogła w tym i dzięki temu poparzyło mi tylko nogi.

Hmmm co było dalej. Ano za zwłokami tej bestii był podest. Na nim znajdował się pulpit a raczej, stojak na którym leżała dziwna podwójna księga. Tak jakby otworzyć dwie wielkie księgi formatu powyżej A4 i połozyć je obok siebie. Na środku były połączone tak więc po zamknięciu stanowiły całość. Podszedłem do niej z Carmen i już miałem ją wziąć do rąk, gdy ta przemówiła… powiedziała „hmmm… nowi” . Wystraszyłem się nieco i zamknąłem ją. Następnie zabrałem ze sobą do naszej biblioteki i włożyłem do gabloty ze znaleziskami. Do tej samej w której wcześniej leżała księga szarlatana i 6 zwojów nieumarłego króla….Chcesz może coś dodać do tej historii C/Poza tym, że było fajnie to chyba nic :D

Ogólnie wszystko skończyło się dobrze Carmen była cała C/i zdrowa :)  , ja nieco poparzony w dodatku bez zbroii. Na domiar tego eliksir przestał działać i poślepłem nieco w wl tak więc od poranka do wieczora praktycznie nie widziałem nic albo bardzo słabo. Dlatego też dzisiaj mogłem przyjżeć się jej lepiej. No i oczywiście z nią porozmawiać. Po jej otwarciu przedstawiłem się z Carmen i zapytałem z kąd pochodzi. Na początku powiedziała, że z odległego świata, a także, że miała kilku właścicieli przedemną, którzy nie umieli się nią posługiwać. Zapytałem także co w sobie posiada. Odpowiedziała mi, że wiele informacji, czarów i rytułałów. Ponowiłem pytanie o jej pochodzenie , a dokładnie o świat z którego pochodzi i dowiedziałem się, że nazywał się „Alandriel”. Nic mi ta nazwa nie mówiła. Nie chcąc przynudzać zamknąłem księgę i odłożyłem do gabloty. Muszę pomysleć nad lepszym miejscem dla niej. Zdziwiło mnie także to, iż uważa mnie ona za swojego właściciela. Dziwna sprawa, ale za to bardzo fascynująca. Już nie mogę się doczekać następnej rozmowy z nią. Zresztą ciebie też to chyba skarbie interesuje ? :D C/No pewnie :)  

Na zakończenie powiem tylko tyle, że była to moja najlepsza wyprawa w wl kiedykolwiek XD. Fajnie się skończyła chociaż muszę przyznać, że najadłem się strachu z Carmen :D

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...